Kultura fizyczna, czyli o w-f inaczej.

Poniższy tekst poświęciłam innemu rodzajowi kultury. Kulturze fizycznej, której w Polsce, jak do tej pory ze świecą szukać. Wtedy kiedy powinna być zakorzeniana w świadomości, sprowadzała się tylko do ćwiczeń fizycznych. Napomknęłam już na ten temat pisząc o stanikach do ćwiczeńDzisiaj, temat zdecydowanie rozwinę i niestety będę narzekać. 

Kultura fizyczna to nie tylko ćwiczenia

Porozmawiajmy o higienie? 

Kultura fizyczna, czyli o w-f inaczej.

Czy tylko u mnie w szkole było tak, że po ćwiczeniach nie było jak się umyć i cały dzień siedziało się w szkole w stanie totalnego smrodu? Chłopcy śmierdzieli jeszcze gorzej. Nie ma co się dziwić, że po tak traumatycznych wspomnieniach ludzie nie lubią ćwiczyć, a sport kojarzy się im z czymś nieprzyjemnym. Co ciekawe, w programie nauczania w-f (dla gimnazjum) odlazłam zapis: „wyjaśnia wymogi higieny wynikające ze zmian zachodzących w organizmie w okresie dojrzewania„. Przypomina ktoś sobie, aby nauczyciel przedstawił jakiekolwiek aspekty higieny? Raczej słyszałam: „szybciej się przebierajcie, bo zaraz dzwonek!” To są jedne z gorszych wspomnień ze szkoły.

Co z twoją postawą?

Kultura fizyczna, czyli o w-f inaczej.

Kolejny obiecujący postulat brzmi: „Przyjmowanie prawidłowej postawy we wszystkich sytuacjach życia codziennego – siedzenie, chodzenie, nauka, sprzątanie, dźwiganie, wypoczynek„. Taaaa i co jeszcze? O dźwiganiu oczywiście było, jak trzeba było rzucić piłką lekarską. Nie wiem jak u Was, ale u mnie liczyła się odległość, a nie prawidłowe i bezpieczne jej podnoszenie. O prawidłowym siedzeniu też nie mogło być mowy, pomijając już lekcje w-fu przecież te szkolne krzesła to jakiś komunistyczny wynalazek. W ten sposób przygotowywano dzieci do niewygodnego, wielogodzinnego siedzenia w fabrykach. Nie wiem na czym niby mieli (jeśli by nawet chcieli) wyjaśnić prawidłowe siedzenie. 

Ulubione postulaty

Moimi ulubionymi cytatami z programów nauczani są: „Ćwiczenia zwiększające obszerność ruchów i układu kostno-stawowowięzadłowego. Ćwiczenia kształtujące i korekcyjno-kompensacyjne, wzmacniające mięśnie.” oraz coś z programu dla liceum: „Dbałość o własne ciało i umysł – zagadnienia higieny, choroby cywilizacyjne, znaczenie ruchu w życiu człowieka, diagnoza i dbałości o prawidłową postawę, elementy dietetyki, ćwiczenia relaksacyjne”. Nie daleko szukać – mam problem z bolącą stopą, udała się do lekarza. Bardzo możliwe, że będzie kiedyś krzywy paluch, chyba że będę ćwiczyć. Oczywiście sprawdziłam w internetach, co i jak mam ćwiczyć. 

Kultura fizyczna, czyli o w-f inaczej.Nikt nie powiedział o: stanikach sportowych, wadach postawy, ćwiczeniach profilaktycznych, o utrzymywaniu higieny po wysiłku, że niektóre ćwiczenia mogą zaszkodzić. Nie poinformowano mnie o wielu ważnych kwestiach fizyczności. Za to wiem jak robić dwutakt – bardzo ważna sprawa. 

Magistrowie od koziołków

Kultura fizyczna sprowadzana jest tylko do ćwiczeń i gier zespołowych, a przecież programy nauczania są wypełnione treścią, którą nauczyciele powinni przekazać. Nie dziwię się, że w tamtym okresie nauczycieli w-f nazywano magistrami od koziołków. Jak jest dzisiaj w szkołach? Czy nauczyciele są lepsi? Mam nadzieję. Teraz moje pokolenie zaczyna nauczać i wierzę że wychowanie fizyczne jest na wyższym poziomie. A jeśli tak nie jest, to jest jeszcze Internet gdzie można znaleźć np. Dr. Lifestyle, która pomoże być fit. 

Jakie Wy macie doświadczenia z w-f? Lubiliście, chodziliście, czy posiadaliście zwolnienie? 

PS. Programy nauczania z których cytowałam znajdziecie tutaj, tutaj i tutaj.

  • Chodziłam, ale nienawidziłam. Głównie ze względu na to, że nie potrafiłam nic zrobić, a we wszystkich tabelkach byłam dużo poniżej normy. Dostawałam dwójkę za podejście. A byłam zawsze wzorową uczennicą i czwórka z wfu była moją jedyną czwórką… Takich zagadnień teoretycznych też nikt nigdy nie omawiał (chociaż na wf na studiach owszem), ale możliwość umycia się była i panowie z niego korzystali.

  • Ja bardzo lubiłam w-f, nigdy nie miałam problemu z wykonywaniem ćwiczeń i dla mnie to była radocha, no chyba, że chodziło o wymyk 😛 W liceum była jednak prawdziwa plaga dziewczyn, które miały zwolnienia z wf-u na kilka miesięcy!

  • Ja Zwykła Matkaa

    Bardzo :), miałam wspaniałego nauczyciela wychowania fizycznego, człowieka z pasją. Był trenerem żeńskiej sekcji siatkarek :). Nasza lekcja była bardzo na serio, koszulka biała I granatowe slodenki to był Mus. Była dyscyplina. Czekałam z utęsknieniem na tą lekcję. O dziwo nikt nie załatwiał sobie zwolnień z W-fu, a teraz jest to nagminnie. Jestem magistrem Fizjoterapii, mam poważne podejście do aktywności fizycznej.

    • Zazdroszczę, u mnie to był koszmar, gdzie obecnie lubię gry zespołowe i obecnie jestem aktywna fizycznie, to tamte czasy były okropne. Duży biust, który mi strasznie przeszkadzał (nikt mi nie doradził porządnego stanika) i brak możliwości umycia się to jakieś wspomnienia z koszmaru. 😀

  • Jolanta Duszyńska

    Najbardziej z w-f’u uwielbiałam grać w siatkówkę, zwłaszcza w liceum 🙂 To były piękne czasy 🙂

  • Och Wychowanie

    Ja lubiłam swoje lekcje wf, a szczególnie grę w kosza 🙂

  • Ja w ogóle nie wspominam dobrze lekcji w-f z podstawówki i liceum – nauczyciele, którzy w ogóle nie mieli pojęcia o prowadzeniu ciekawych zajęć i brak odpowiedniej sali, przyrządów, jednym słowem te zajęcia były beznadziejne.

  • U mnie to samo! Nikt nie pomyślał o prysznicu i szczerze mówiąc wcale mnie to tak mocno nie dziwiło, a bywało przecież, że w-f był pierwszą lekcją i cały dzień siedziało się potem. Nawet w liceum nadal nikt nie chodził pod prysznic, choć możliwość była. Teraz nie do pomyślenia, aby po ćwiczeniach na siłowni czy zajęciach grupowych nie było gdzie się umyć. Poruszyłaś ważną kwestię – okazało się, że nigdy wcześniej o tym nie pomyślałam. Co to jest stanik sportowy nie wiedziałam do studiów…
    Lubiłam w-f właśnie za te gry zespołowy, ale lubiłam ponieważ byłam najlepsza w grupie, ponieważ miałam chłopaków na podwórku. Zawsze żałowałam tych mniej wysportowanych, którzy musieli zaliczać bieganie, robić przewroty, podciągać się na drabinkach i wszyscy się z nich śmiali.

  • janielka

    ja nie wspominam dobrze w-f, wiem jednak że teraz to wyglada zupełnie inaczej. moje dzieci lubia w-f

  • Marysia

    W-F lubiłam ale dużą rolę odgrywają nauczycie, czy potrafią zmotywować i zarazić chęcią do sportu, na szczęscie trafiałam na fajnych prowadzących 🙂

  • Nie lubiłam bo nie lubię w ogóle sportów zespołowych typu siatkówka koszykówka itp a na to kładziono głównie nacisk, za to uwielbiam gimnastykę, ćwiczenia siłowe a tego nie było w ogóle…

  • Nie cierpiałam w-fu. Robiliśmy w kółko jedno i to samo, czyli graliśmy w siatkę. Zazwyczaj nie ćwiczyłam, a gdy dostałam zwolnienie na cały rok byłam wprost wniebowzięta. ;D Aktualnie trenuję i z aktywnością fizyczną nie jest u mnie na bakier, ale to dlatego, że nie ma tego przymusu robienia czegoś, czego nienawidzę i nikt mnie za kolejne powtórzenia nie ocenia.

  • Długo mógłbym polemizować z Tobą, ale chyba nie o to chodzi. Co do pierwszego – powinna być po WFie godzina „wolnego” na ogarniecie prysznicu – pytanie czy w każdej szkole są prysznice, niestety NIE! Co do drugiego zawsze to tłumaczę i jakoś młodzież ma mnie w wielkim poważaniu twierdząc, że to niewygodne i wola po swojemu czyli chociażby się garbić. Co do trzeciego to często zlepki słów, które są niezrozumiałe, a można by je opisać znacznie prostszym językiem. Kończąc – na swojej drodze nie miałem nauczycieli od koziołków czy fikołków jak to się często mawia o WFistach, tylko normalnych ludzi.

    • Dzięki za komentarz. W 100% zgadzam się z tym że powinna być godzina przerwa, a prysznice standardem. U mnie prysznice były, korzystali z nich nauczyciele. Oczywiście młodzież też ma swoje za skórą, i często nie słucha rad starszych, ale uwierz mi, że cześć z nich skorzysta z wiedzy w późniejszym czasie. 😀 Ja niestety od nauczycieli w-fu nie wyniosłam żadnej wiedzy – niestety, a mogli dużo przekazać.

    • Jasne, że młodzież często nie słucha, jednak wszystko zależy od tego JAK informacja jest przekazywana. Kilkanaście lat temu rehabilitant pokazał mi co może się stać z moim ciałem jak nie będę ćwiczyć, tylko cały czas siedzieć – podziałało jak terapia szokowa i ćwiczę do dziś, codziennie. Myślę, że odpowiedni nacisk i świadomość konsekwencji działałyby w wielu przypadkach na młodych ludzi, dla których wygląd jest przecież bardzo ważny. Tylko nie pamiętam, żeby ktokolwiek poruszał ten temat na poziomie powyżej pierwszych klas podstawówki. A pamiętajmy, że maluchy gorzej łapią długofalowe konsekwencje swojego działania i jeszcze aż tak nie zależy im na wyglądzie.

  • Mam bardzo podobne wspomnienia z WFu. Moje liceum było bardzo dobrze wyposażone, jednak prysznice przy sali gimnastycznej nie były wykorzystywane – nie było na to czasu. Chyba w drugiej klasie dostałam zwolnienie z ćwiczeń w sali, z zaleceniem, żebym dalej brała udział w zajęciach na basenie (w szkole był basen) ze względu na ich znaczenie w mojej rehabilitacji (w dzieciństwie nabawiłam się poważnych problemów z kręgosłupem, które w liceum zaczęły się pogłębiać). Niestety, szkoła nie uznawała częściowych zwolnień – albo wszystko albo nic. Ponieważ ćwiczenia w sali wiązały się z dużym ryzykiem, godziny, które moja klasa spędzała na basenie, ja spędzałam z książką na korytarzu, a na basen musiałam chodzić poza szkołą. Oto i dbałość o zdrowie i higienę uczniów w najlepszym wydaniu.

  • Niestety mój wf nie był tak dobrze zorganizowany, fajnie rozplanowany a sala tak świetnie wyposażona:(

  • Gosia

    Super ewyposażona salka. ja umówiłsm się na pierwszy trening personalny na czawrtek. Już nie mogę się doczekać.

  • Dominika Kurzak

    Niestety higiena, nawet jak są prysznice to jest brak czas.

  • Ja bardzo fajnie wspomninam zajęcia w-fu w szkole. Było gdzie się umyć po intensywnej grze/cwiczeniach:) Lekacja zwykle była przed długą przerwą, więc czasu starczyło na wszystko:)

    • Więc u Ciebie było wszystko super zorganizowane 😀 cieszę się, bo to oznacza, że jest nadzieja :D.

  • U mnie też wszyscy musieli śmierdzieć do końca dnia! 🙂 Powiem Ci, że nienawidziłam tych zajęć i kiedy tylko się dało prosiłam mamę o napisanie mi zwolnienia. A teraz natomiast uwielbiam sport:).

  • Od zawsze uwielbiałam sport i nigdy do głowy mi nie przyszło branie zwolnienia bez powodu 🙂

  • Pamiętam, że w liceum totalnie lekceważyłam wf i po prostu na niego nie przychodziłam. Przecież to można było dostać jakiegoś świra od tej ciągłej piłki, w której i tak zresztą błyszczeli tylko ci, którzy byli w tym dobrzy – a reszta musiała się zmuszać. I to chyba kolejny problem szkolny – WF jest (był?) skoncentrowany na sportsmenach. Po co…? Przecież oni tak czy siak chodzą na zajęcia sportowe i mają odpowiednią ilość ruchu.

    WF powinien być stymulatorem tych mniej aktywnych ludzi, żeby w swoim tempie i własnych możliwościach trochę się zrelaksowali i usportowili.

    Tymczasem już w podstawówce ci, którzy nie są mistrzami lekkoatletyki i piłki nożnej są skazywani na wstyd i zniechęcenie – bo liczą się tylko ci, którzy są najszybsi i najlepsi.

  • Ja miałam bardzo fajny w-f w liceum. Na zajęciach dziewczyny miały aerobik w sali z lustrami. Uważam, że w-f powinien być przyjemny i nie kojarzył się z ciągłymi sprawdzianami, fikołkami, skokami przez kozła, bieganiem itp.

  • Karolina Goebel

    Jeśli chodzi o w-f to przeszłam przez różne typy nauczycieli i podejścia do tego przedmiotu w szkole. W podstawówce dla nauczycielki liczyło się to, że my wykonamy coś, a nie ważne czy zrobimy to prawidłowo. Do tej pory pamiętam jak narysowała nam na kartce jak ma wyglądać skok przez skrzynię z prostymi nogami. W gimnazjum nauczyciele od w-fu byli wspaniali i zawsze nam wszystko dokładnie pokazywali, ale to pewnie dlatego, że chodziłam do szkoły sportowej. Do tego mieliśmy zajęcia w różnej postaci od fitnessu, gimnastyki po gry zespołowe i zabawy. W liceum nauczyciele zaś się tylko wkurzali, że ktoś nie chce czegoś robić i krytykowali kogoś za charakter i ubiór. W liceum to w-f jedynie kojarzy mi się z krzykiem, kłótniami i bieganiem, nie mieliśmy żadnych urozmaiceń, no chyba, że raz jak byli praktykanci na lekcji i to oni prowadzili zajęcia. Niestety, ale ja uważam, że większość nauczycieli od w-f się nie nadaje do uczenia tego przedmiotu, bo dla wielu z nich siedzenie na lekcji to kara dla nich

  • Lubiłam w-f bo lubiłam wysiłek fizyczny. Ba, moja wychowawczyni w LO była wuefistką. To, c bardzo mi się podobało, to możliwość zaprocentowania nie tylko wynikami, ale choćby chęcią. Osoby chodzące na dodatkowe zajęcia czy też basen dostawały dodatkowo 6-tkę jako zachętę do sportu. Nawet jeśli nie byli zawodnikami pierwszej ligi pozwalało to im się rozwijać, a do tego dostawać całkiem dobre oceny.

  • Wf było moją ulubioną lekcją. Nie wiem, jak to się stało, że przez te 10 lat od skończenia liceum teraz szukam raczej wymówek, by się nie ruszać…